Recenzja słuchawek V-Moda Crossfade M-100 Master. Włoskie wyrafinowanie

Dziś do testu dostałem pełnowymiarowe słuchawki amerykańsko-włoskiej firmy V-Moda. Model ten jest unowocześnioną wersją słynnego Crossfade M-100, który pozycjonowany był jako urządzenie do studyjnej i scenicznej pracy z dźwiękiem. Słowo "Master" w tym przypadku jest analogiczne do popularnego obecnie przedrostka "Pro", obiecuje się nam, że nowe słuchawki stały się lepsze, bardziej premium, bardziej profesjonalne. Sprawdźmy, czy zasługują one na uwagę audiofilów.

Opakowanie, opakowanie, wygląd

Na początek dostajemy piękne sześciokątne pudełko, jak na prezentowe pudełko drogich słodyczy lub dobrego koniaku. Na górze jest zapięcie na guzik, materiałowa rączka z nitami, która przypomina mi o mojej wybujałej nieformalnej przeszłości, i wstążka, którą trzeba przeciąć, żeby wszystko otworzyć. Myślę, że prezentacja jest całkiem interesująca.
Następna przed nami twarda, okrągła obudowa Exoskeleton, która od razu otrzymała ode mnie roboczą nazwę "orzech". Chcę zauważyć, że jego powłoka jest matowa i gumowana, jego rozmiar jest niezwykle kompaktowy, można łatwo schować kilka sztuk w każdej torbie, a także jest karabinek, jeśli chcesz go gdzieś przypiąć. Jedynym problemem jest waga, ze względu na grube ścianki nie jest najlżejszy.
W zestawie znajdziemy również dwa wymienne przewody w oplocie materiałowym, długi z rozgałęźnikiem i krótki z przyciskiem słuchawkowym, adapter 6.3 oraz wtyczki do złącz. Co ciekawe, połączenie słuchawkowe jest jednokierunkowe, ale są dwa wyjścia, więc drugi kabel można wykorzystać do przesłania dźwięku do innych słuchawek.
Teraz o konstrukcji modelu. Jest po prostu przepiękny, czego można się spodziewać po V-moda. Kontynuując karuzelę skojarzeń, powiem, że powierzchnia miseczek zdalnie przypominała mi fajne, matowe kulki świąteczne. Stal jest używana w projekcie, to dodaje premium i powagi, inne materiały są również jakości, cienkie metalowe uchwyty są wykonane eleganckie, ale trwałe, marki SteelFlex elastyczny pasek na głowę jest pokryta tkaniną, jest miękka wstawka faux skóry. Poduszki słuchawki wypełnione są pianką z pamięcią, a także wykonane są z miękkiej skóry. Jednocześnie model ten jest składany, podczas zginania słychać wyraźny klik, który początkowo wydawał mi się nieco groźny, ale wyraźnie miał służyć kontroli. A po złożeniu M-100 Master jest naprawdę bardzo mały. Są to więc jedne z najbardziej przenośnych przewodowych słuchawek pełnowymiarowych w tym segmencie cenowym.
Moim zdaniem, projekt okazał się bardzo stylowy. Możliwe jest również dostosowanie go za pomocą laserowo grawerowanych tabliczek w niestandardowym wzorze, jeśli zamówisz ten model u producenta, chociaż dla mnie osobiście wybrałbym wersję monochromatyczną. W każdym razie, nie ma wątpliwości, że jeśli to jest model dla inżynierów dźwięku, to najwyraźniej dla bardzo rozpieszczonych pięknymi rzeczami.
Na temat komfortu dopasowania. Słuchawki są zgrabnie regulowane, dopasowują się do odpowiedniego rozmiaru głowy, poduszki ściśle przylegają do ucha, izolacja szumów jest nawet lepsza niż przeciętna, ale uchwyt pałąka jest dość ciasny, czasem po dłuższym słuchaniu staje się męczący. Powiedziałbym, że model ten idealnie nadaje się do uprawiania sportu, bo w żadnym wypadku nie spadnie z głowy, ale nie jest bezprzewodowy, bieganie z kablem nie jest szczególnie wygodne, więc niech każdy sam zdecyduje, ale na razie przejdźmy do tematu dźwięku.
M-100 Master wyposażony jest w 50mm przetwornik z podwójną membraną, który uzupełnia japońska cewka CCAW.





Wydajność i kompatybilność

  • - Charakterystyka częstotliwościowa: 5Hz do 40kHz
  • - Czułość: 107dB;
  • - Impedancja: 32 ohm.

Mamy pełnowartościowy Hi-Res. Słuchawki nie są zbyt ciasne, nie potrzebują zbyt mocnego wzmacniacza do bujania się, ze smartfonem zagrają całkiem nieźle. Zwracam jednak uwagę na fakt, że ich konstrukcja jest półotwarta, ludzie wokół mogą rozróżnić Twoją muzykę. Co dziwne, nie ma to wpływu na pasywną izolację akustyczną, możesz być słyszany przez świat zewnętrzny, a nie przez siebie, na tym polega magia.

O dźwięku

Główne testy przeprowadzono z odtwarzaczami Astell&Kern A&Ultima SP2000, QLS QA361 oraz Questyle QP1R.
Zacznijmy od dobrych rzeczy. Ogólnie rzecz biorąc, konfiguracja dźwiękowa słuchawek raczej przypadła mi do gustu. Pierwszym elementem jest szeroki stopień, na co duży wpływ ma ta sama, gwarantowana przez firmę izolacja akustyczna. Model nie jest też zły w budowaniu dużych i obszernych obrazów, jak na swoją cenę wypada świetnie. Choć monitorowość jest tu niewielka, ale akcenty wciąż nie są przesadzone, więc emocjonalność jest umiarkowana. Dźwięk jest raczej spokojny i opanowany, a nie przerysowany i radosny, to plus.


Teraz o minusach. Charakter M-100 Master jest masywny i nie należy się spodziewać barwnych wielowarstwowych podtekstów, ubijających mikro niuanse i ujawniających głębię skomplikowanych splotów tła. Słuchawki grają gładko na środku, płasko, chciałbym dodać więcej odcieni do palety tonalnej.


Bas jest podbity, ale kontrola jest niezła, zaniki szybkości są na tyle adekwatne, na ile to możliwe przy takiej masie suba. Słuchawki dobrze radzą sobie z rolloutami i dużymi, napędzającymi rytm kotletami, w utworach akcji wyraźnie widać potencjał. Ale w przypadku instrumentów akustycznych jest to oczywiście trochę tłuste.
Środek, jak już powiedziano, jest stopiony, zmiękczony, cofnięty. Z jednej strony nie podrapie uszu szczególnie ulgowym przeniesieniem obrazu muzycznego, ale z drugiej często brakowało mi rozdzielenia części. Mimo to barwy są przyjemnie ciepłe, a wokale płyną w ciągłych, gładkich nutach, dokładnie wypełniając przestrzeń. W przypadku gatunków muzycznych model ten nie jest w ogóle wybredny, ale w przypadku nagrań wysokiej jakości trzeba będzie się dobrze zastanowić. Jeśli ścieżka jest zamulona na początku, słuchawki dodadzą więcej od siebie i utoniesz w morzu mgły.
O dziwo, najmocniejszą stroną okazuje się tutaj rozwój wysokich tonów. Przezroczysty, ciężki, kłujący. Jeśli ktoś jest estetą wysokotonowym, może sięgnąć po M-100 Master, prezentują ten zakres z wyrafinowaniem i przejrzystością, z umiarkowanym naciskiem, ale bez agresji i popisowej dźwięczności. Na tle wygładzonej średnicy, słuchanie wysokich tonów to osobna przyjemność.